Or-Ot (Artur Oppman) Stoliczku, nakryj się

Był sobie biedny krawiec i miał syna jedynaka. Zawsze im się licho działo. Lecz raz przyszła bieda taka, że w chałupce nawet chleba nie zostało ani kęsa; cóż dopiero jajek, mleka lub smacznego kawał mięsa! Więc powiada syn do ojca: -- Pójdę, tato, w świat daleki, poza siódme lasy, góry, za dziesiąte morza, rzeki. Przecież znajdę gdzieś zajęcie, co mi da kawałek chleba. Czule ojciec żegnał syna i na drogę błogosławił, dał talara, kij sękaty i ubranie nowe sprawił. Idzie krawczyk, wyśpiewuje, bo miał duszę rzeźwą, młodą. Wtem staruszka napotyka z siwą głową, z siwą brodą. -- Dokąd idziesz, chłopcze miły? -- Idę, dziadku, za robotą. -- A, to służbę znajdziesz u mnie. -- Owszem, przyjmę ją z ochotą. Poszli razem. Przez rok cały krawczyk ciężko tam pracował, czyścił konie, pasł owieczki, ziemię orał i bronował. A gdy cały rok, przeminął, starzec woła go do siebie i powiada: -- Chłopcze miły, bardzo kontent jestem z ciebie. Dąm nagrodę ci nie lada. Na ten stolik spojrzyj oto. Niby prosty on z pozoru, lecz cenniejszy niźli złoto.