Niespodzianka cz.2
-- Pułkownik. Słowo daję, że pułkownik. -- Prosimy, panie pułkowniku -- powiedziała pani do gościa, który najpierw zatrzymał się na chwilę w drzwiach i błądził wzrokiem podlasie, jakby w niej kogoś szukał. Pułkownik uśmiechnął się szeroko i podszedł do pani. Na jego piersiach złociły się wojskowe odznaczenia. Dopiero teraz zauważyliśmy szeroką bliznę na prawym policzku. -- Cieszymy się, że pan przyszedł -- zwróciła się pani do gościa. -- Walczył pan przecież pod Lenino1. Bardzo prosimy, niech nam pan opowie o tamtych dniach. -- Spróbuję. Choć tak dawno nie odpowiadałem przy tablicy... Wszyscyśmy się roześmieli, ale zaraz klasę zaległa cisza i pułkownik zaczął opowiadać. Mówił długo o tym, jak powstało Wojsko Polskie. A potem o pierwszej bitwie pod Lenino, gdzie razem z żołnierzami radzieckimi odnieśli zwycięstwo. O tej bitwie, w której Polacy pokazali Niemcom, jak zawzięcie będą bić się o wolną Polskę. Pułkownik zapominał chwilami, że jest w klasie, i na nowo przeżywał tamte dni, po których zostały medale i blizna na policzku. A myśmy wpatrywali się w niego, jakby był postacią z wielkiej legendy. Skończył, gdy dzwonek oznajmił przerwę. Podziękowaliśmy za opowiadanie -- i wtedy wyskoczyła ta czwarta niespodzianka. Pułkownik otworzył swoją wojskową torbę, wyjął z niej jakieś zawiniątko i zwracając się do Jacka Bielika, powiedział: -- Masz, Jacku, swoje śniadanie. Znowu zapomniałeś je zabrać. Ze zdziwienia aż usta pootwieraliśmy, a pani się roześmiała. -- Coście tacy zdziwieni? -- spytała. -- Nie wiedzieliście, że to jest ojciec Jacka? Byłam pewna, że Jacek wam o wszystkim powiedział.